0

Sevilla- magiczna feria de abril

Sevilla- magiczna feria de abril

Po długiej przerwie (związanej głównie z uczelnią) wracam do opisywania wakacji, choć sporo czasu już minęło, zdążyliśmy też wyjechać na 2 wakacje, ale o tym w kolejnym wpisie.

Z Granady wyjechaliśmy, gdy skończyła się piękna pogoda. W strumieniach deszczu, pociągiem pojechaliśmy do Sevilli (pociągi są tu rewelacyjne!). Był to akurat okres feria de abril – święto flamenco.

Sevilla 2012

Mimo, że jest to nadal Andaluzja, czuć, że nie jest się w Granadzie – brak tu tapasów! Nie są one ani tak duże, ani tak tanie. Aczkolwiek architektura, fantazyjny układ uliczek czy drzewka cytrusowe informują nas, że jesteśmy niedaleko. Ceny w tym okresie są 2 razy wyższe niż w innej części roku, ale bardzo nam zależało na zobaczeniu fenomenu tego święta – i było na co patrzeć!

Kobiety w tradycyjnych sukniach z Sewilli. Feria de Abril 2012

Na świętowanie wyznaczone jest miejsce daleko od centrum, gdyż namioty, w których wszystko się odbywa, stoją tam cały rok. Niemniej jednak, kobiety w przepięknych, tradycyjnych sukienkach spotkać można było wszędzie, przejażdżki konne także były bardzo popularne.

Mimo nieustającego deszczu poszliśmy w miejsce, gdzie odbywało się całe świętowanie – coś niesamowitego! Całe miasteczko pięknych namiotów – gdzie każdy był inny od pozostałych- a z wnętrza każdego wydobywała się muzyka. Wstęp do większości z nich był zabroniony, o co troszczyli się stojący przed wejściem ochroniarze. Niemniej jednak, przez otwarte „drzwi” namiotu, można było zobaczyć, co dzieje się w środku. Rozgrywały się tam przedstawienia – istny teatr. Całe rodziny tańczyły, tyrmicznie tupiąc i klaskając w dłonie, po czym było słychać donośny okrzyk „ola!„.

Feria de Abril 2012

Na kilkaset znajdujących się tam namiotów (należały one do rodzin, stowarzyszeń, partii poliotycznych itp.) było kilka „namiotów publicznych”, gdzie mógł wejść każdy. Były one większe od namiotów prywatnych, ale generalnie polegały na tym samym – tańczeniu i piciu wina i rebujito (lokalny alkohol jabłkowy ze spritem i lodem- bardzo dobre!).

Tutaj można się lepiej przyjrzeć tańczącym. Nie są to przypadkowe ruchy- nawet, gdy obok siebie tańczyło kilka par, które się nie znały – ich ruchy były płynne, niemal identyczne, jakby tańczyli zespołowo. Tutejsza odmiana flamenco – bardziej płynna i rytmiczna – nazywana jest sevillaną. Coś całkowicie unikalnego.

Feria de Abril 2012, Prywatna caseta

Feria de Abril 2012, prywatna caseta

Na wymianach młodzieżowych mieliśmy okazję poznać hiszpanów – właśnie z Sevilli. Znajomy naszych znajomych posiadał namiot, więc mieliśmy przyjemność wejść do jednego z prywatnych miejsc (są one nazywane casetami). Tam dowiedzieliśmy się, że posiadanie takiej casety to ogromny prestiż, a jednocześnie duży koszt – cały rok trzeba opłacać miejsce, z którego korzysta się kilka dni w roku w celach picia i tańczenia w nim. Niemniej jednak, zabawa była rewelacyjna :)

Nie wiem czy jest to miejsce, do którego należałoby wracać co rok, ale być tam i widzieć to. Ty bardziej, że andaluzja i Andaluzyjczycy są specyficzni – wyjątkowi na swój sposób. Wsyscy tam tańczą i tańczą rewelacyjnie, jedzą, piją i rozmawiają. I tak każdego dnia :)