0

Portugalia: Lizbona i Algarve

Portugalia: Lizbona i Algarve

Post dotyczący południowego wybrzeża Portugalii był już bardzo długo przeze mnie odwlekany. Na tyle długo, aby połączyć go z opisem Lizbony, w której byliśmy 2 miesiące później, czyli na ostatni weekend.

Opisywać łącznie tego nie można, są to zupełnie inne światy, mimo, że Portugalia nie jest przecież największym krajem. Niemniej jednak, jest krajem zróżnicowanym, co widać już na linii centrum-południe.

Zacznijmy od wybrzeża. 3 dni spędziliśmy w Albufeirze i 3 w Lagos.

Albufeira jest bardzo turystyczna- a co za tym idzie- bardzo angielska. Ale z tym już chyba nie można walczyć, Anglicy są wszędzie. Miasto jest malutkie i niestety bardzo zaniedbane, wiele budowli stanęło w połowie, a te które są, nie otrzymały renowacji od dawna. Znajduje się tu miejsca plaża, choć inna od pozostałych- bardzo przyjemna. Oddalając się kilka kroków od miasta, można natrafić na dzikie skarpy i plaże, co prawdopodobnie jest największym urokiem tego miasta.

ALbufeira, Portugalia 2012

Tu niestety spotkała nas też niemiła sytuacja z hotelem. 3 dni przed przyjazdem otrzymaliśmy maila z informacją, że z powodu remontu, nasz hotel ** zostanie zmieniony na apartament ***, z powodu remontu. Hotel zabukowaliśmy 3 miesiące wcześniej i mimo zupełnej świadomości, że jest to tylko wymówka, nie byliśmy w stanie już nic zrobić (byliśmy w tym czasie w Sewilli). To ‚ulepszenie’ nie wyszło nam na dobre, co możecie zobaczyć na zdjęciach. Apartament Regina w Albufeirze definitywnie zostaje skreślony z naszej listy. Do opisu miasta dodam, że jest relatywnie tanie (bez problemu znajdziemy 2-osobowy pokój za 25E).

Apatrament *** Regina, Albufeira

1,5 godziny w autobusie i jesteśmy w Lagos. Miasto równie turystyczne, ale znacznie bardziej zadbane. Nastawione także na innych turystów- znacznie młodszych. Lagos to przede wszystkim przepiękne klify! Miasto oferuje sporo aktywności i rozrywek, więc trudno się tu nudzić- kajaki, rowery, surfing, quady, albo po prostu spacer po klifach, co właśnie my uczyniliśmy. Albufeira okazała się także mekką imprezowiczów- mała mieścina na końcu świata stała się ulubionym miejscem wypadowym nie tylko z Anglii, ale także z Ameryki czy Australii. Tutaj hostel nas nie zawiódł: tanio i przyjemnie, z właścicielami stworzonymi do prowadzenia takiego przybytku, polecamy JJs Yard w Lagos.

 

Lagos, Portugalia


Na koniec stolica- Lizona. Tam polecieliśmy tylko na weekend. Loty z Madrytu są bardzo tanie i mogła to być jedyna okazja do zwiedzenia tak odległych miejs Europy. Lizbona trochę nas zaskoczyła. Jest to miasto zupełnie inne od pozosytałych europejskich stolic. Belgrad też nie był najbardziej bogatym miastem- tam widać było wojnę, tutaj przebija się coś innego- kryzys portugalski.

Na początku pomyśleliśmy, że śmieci leżące na ulicach to jakaś forma protestu. Okazało się jednak, że nie- jest to portugalska codzienność.

 

Kryzysowe oblicze Portugalii, Lizbona 2012

Są miejsca, któe przejrażają- brud, smród i bieda, bo inaczej tego ująć nie można. Mijamy mnóstwo opuszczonych domów, w których śpią bezdomni.

Niemniej jednak, Lizbona to także pięnie miasto z mozaikową architekturą, pyszną kawą i babeczkami. Większość trasy przejechaliśy tramwajem 28- zabytkowe składy, które jeżdżą na regularnych trasach. Ogromnym plusem jest to, że nie ma wyższej stawki za przejazd tym właśńie tramwajem.

Lizbona, Portugalia 2012

A Lizbonie znajduje się 2 pod względem wielkości oceanaroum w Europie (pierwsze jest w Walencji), które mieliśy okazję odwiedzić. Świetnie zorganizowane, piękne okazy. Miejsce bardzo warte odwiedzenia.

Oceanarium w Lizbonie, 2012

Wieczory spędzaliśmy w Bario Alto, czyli dzielnicy pełnej pubów i barów. Bardzo klimatyczne i kolorowe (dosłownie, przeważają tu przybysze z Ameryki i Afryki). Tutaj też możńa kupić rozmaite narkotyki, których sprzedawcy czają się na każdym roku- razem z grupkami czarnych, sprzedających perfumy, okulary, zabawki, itp….

I na tym zakończyła się nasza Portugalska przygoda :) Zostaliśmy zaskoczeni jej egzotyką, także ceny nas nieco zdziwiły (spodziewaliśmy się niższych) i kryzys, o którym nie mówi się tak dużo w mediach. Mam nawet wrażenie, że w Polskim Radiu więcej słychać o kryzysie hiszpańskim niż portugalskim, a oba kraje zdają się prezentować odmienny stan rzeczy.

Zobacz także nowszy wpis, o tym co robić w Algarve na wakacjach!

Do Madrytu zawitały upały.