0

Przyszła wiosna, a czasami nawet lato

Przyszła wiosna, a czasami nawet lato

Tydzień temu:
Jedziemy w góry. W sobotę rano.
Przygotowaliśmy tortille, kawałki różnych serów, oliwki i dużo owoców. I dużo czekolady- w końcu będziemy chodzić po górach. Przed metrem zaszliśmy jeszcze do marketu po piwo i świeże bagietki.
na dworcu okazało się, że ostatni pociąg odjechał 3 minuty temu. Zmiana planów, jedziemy do parku nad jezioro, było jakieś 23 stopnie.

Śniadanie w Casa de Campo


Zjedliśmy, opaliliśmy się i wróciliśmy do domu. Tak właśnie wygląda wypad w góry zgodnie z naszą definicją.

Ten tydzień:
W czwartek pojechaliśmy na Oktoberfest, mała firmowa impreza. Ani nie w Niemczech, ani nie w październiku,a w marcu i to w Alcobendas- miejscowości pod Madrytem. Smaczne, litrowe, niemieckie piwa i oktoberfestcka (bynajmniej tak mówiły osoby, które są bywalcami oryginalnego święta piwa) atmosfera. Oczywiście były też kiełbasy i golonka,ale to mnie nie dotyczy.
Już długo pewnie nie będę piła (i kupowała co ważniejsze) litra piwa za 8E. Eh, te Niemcy…
Między rozmowami dowiedzieliśmy się, że poniedziałek jest dniem wolnym od pracy, a my zupełnie byliśmy bez planów.
Piątek. Od rana przegrzebujemy Internet i książkowy przewodnik, aby znaleźć coś na te 3 dni. Jest święto fajerwerków w Valencji, ale wszystkie miejsca noclegowe są zajęte. Do Alicante trudno dojechać autobusem, bo bylibyśmy na wieczór w sobotę. Do Portugalii bilety autobusowe mają kosmiczne ceny, lotnicze w każdym kierunku zaczynają się od 200E od osoby. Przeszukaliśmy dosłownie wszystko. Planów brak.

Sobota. Skorzystaliśmy z zeszłotygodniowych planów i pojechaliśmy w góry. Z plecakiem pełnym prowiantu wsiedliśmy do pociągu do Cercedilli, w której byliśmy na początku naszej madryckiej przygody. Mieliśmy pecha wsiąść do przedziału zajętego przez dzieciaki z jakiejś wycieczki. Zanim przeszliśmy do innych wagonów, wszystkie miejsca były już zajęte, musieliśmy więc2 godziny stać, obijani co chwilę między rowerami innych pasażerów. Później przesiadka do Cotos, ale z powodu remontu pociąg nie dojeżdżał, więc wysiedliśmy i zaczęliśmy iść przed siebie w górę.

TO nie był najlepszy dzień na tę wyprawę. Mgła oplotła wszystkie okoliczne góry i- ku naszemu zaskoczeniu- podczas jazdy pociągiem temperatura spadło o 20 stopni w porównaniu z Madrytem. Tutaj panował mróz i częściowo jeszcze śnieg, a na to nie byliśmy przygotowani.

Szybki spacer, piwo, gorąca czekolada w lokalu, piwo z plecaka, kawa w lokalu, piwo z plecaka i wzięliśmy pociąg powrotny. Trzeba będzie tam wrócić, ale lepiej przygotowanym, niewątpliwie. Poczekamy też na słońce.

Powiązane artykuły

Segovia Sobota była pierwszym, iście wiosennym dniem. Pojechaliśmy do Segovi, oddalonej półtorej godziny jazdy autobusem od Madrytu. Niewielka miejscowość otoczona ośnieżonymi górami. Większość budynków z kam...
Nieco służbowa wizyta w Madrycie Choć Madryt uważam za jedno z ulubionych miejsc (a z pewnością najlepsze do życia, jakie do tej pory przetestowałam), dawno tutaj nie byłam. Jakiś czas temu nadarzyła się okazja, więc tradycyjnie - sk...
Uwielbiamy nasze mieszkanie, mimo, że jest zimno! W sobotę odbyła się impreza informatyczna w naszym małym mieszkanku- grupa programistów z firmy, w towarzystwie swoich dziewczyn, żon czy też matek. Było sympatycznie, polskie trunki wszystkim smakowa...
Pawi park W końcu coś się dzieje, chociaż próbuje. W tym tygodniu zostaliśmy zaproszeni na prawie- polski wieczór. Okazało się, że koleżanka z pracy (Niemiecka Nambijka, albo Nambijska Niemka, do końca nie w...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *