0

Pawi park

Pawi park

W końcu coś się dzieje, chociaż próbuje.

W tym tygodniu zostaliśmy zaproszeni na prawie- polski wieczór. Okazało się, że koleżanka z pracy (Niemiecka Nambijka, albo Nambijska Niemka, do końca nie wiadomo) mieszka z Polką. Na kolacji dodatkowo był Francuz.

Bardzo przyjemni ludzie i bardzo smaczna kolacja. Programista załapał się na bigos, ja zostałam przy wegetariańskich kanapkach (wiecie, jakie genialne jest połączenie koziego sera z awokado?!). Po dużej dawce alkoholu (włączając polską wódkę), nad ranem przeszliśmy przez pół Madrytu, aby w końcu dotrzeć do łóżka, przespać kilka godzin i ponownie wsiąść do pociągu jadącego do Parku technologicznego. Praca mało efektywna, bo w głowie szum, ale po informacji, że dziś strona ruszy on-line, mocno zabrałam się  do pracy. Wszystko skończyłam, a strona nie wyszła. Kolejny raz dałam się nabrać na hiszpański pośpiech, eh.

Sobota byłą niemal upalna. Fakt,jest chłodno jak zawieje, ale słońce naprawdę piekło. Byłam jedną z nielicznych osób, bez okularów przeciwsłonecznych na nosie- w dużym stopniu jest to amerykański trend, niewątpliwie, ale słońce też daje powody do ich noszenia.

Poszliśmy do parku Rastro na obiad. Oczywiście mieliśmy go w plecaku, jeszcze ciepły- zapakowany w pudełka. Zjedliśmy, wypiliśmy drinka z termosu, nacieszyliśmy się ostatnimi promykami słońca i poszliśmy na spacer. Poszliśmy do parku z pawiami. Jak się okazało, nie było ich jak zawsze pochowanych w krzakach. Zupełnie przypadkowo znaleźliśy je.. na drzewach! Spały.

Nasze odkrycie- te wielkie ptaki latają, co wygląda bardzo przerażająco.  Nieco przerażające także było to, że zastaliśmy wszystkie bramy z parku zamknięte! Wraz z 8 innymi osobami, szukaliśmy kogoś, kto mógłby nas wypuścić. Park z pawiami znajduje się w wielkim parku Rastro, więc było co najmniej dziwne, że ktoś nas nie zauważył… W pokoju dla stróża paliło się światło, włączone były monitorki z kamer, ale nikogo nie było. Jeden z zamkniętych przeskoczył przez bramę (4, może 5 metrów, z długimi kolcami na górze) i pobiegł po pomoc. Ktoś zadzwonił po policję. Po kilku minutach przyszli pracownicy ochrony i wypuścili nas.

Wróciliśmy do domu, koniec soboty.

Powiązane artykuły

Gdzie Hiszpanów sześć, tam nie ma co jeść Wczorajsze poszukiwanie mieszkania zakończyło się niepowodzeniem. Pierwsze mieszkanie przytłoczyło nas nieskazitelną czystością i sporą ilością różowych świeczek. Oprowadzający nas mężczyzna z lekko r...
Uwielbiamy nasze mieszkanie, mimo, że jest zimno! W sobotę odbyła się impreza informatyczna w naszym małym mieszkanku- grupa programistów z firmy, w towarzystwie swoich dziewczyn, żon czy też matek. Było sympatycznie, polskie trunki wszystkim smakowa...
Nieco służbowa wizyta w Madrycie Choć Madryt uważam za jedno z ulubionych miejsc (a z pewnością najlepsze do życia, jakie do tej pory przetestowałam), dawno tutaj nie byłam. Jakiś czas temu nadarzyła się okazja, więc tradycyjnie - sk...
Rozdział II bloga- Hiszpania Postanowiłam odświeżyć bloga, bo jeżeli podczas przygody węgierskiej pisałam w miarę systematycznie, to dlaczego podczas przygody hiszpańskiej miałoby być inaczej? Zatem do dzieła! Słowem wstępu: L...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *