0

Nieco służbowa wizyta w Madrycie

Choć Madryt uważam za jedno z ulubionych miejsc (a z pewnością najlepsze do życia, jakie do tej pory przetestowałam), dawno tutaj nie byłam. Jakiś czas temu nadarzyła się okazja, więc tradycyjnie – skorzystałam. Polecieliśmy z Programistą na niecałe 4 dni, z czego 3 spędziliśmy w biurze. Ostatni- piątek, 1 listopada- na szczęście był wolny zarówno w Polsce jak i Hiszpanii. Choć o 19 mieliśmy samolot powrotny, mogliśmy kilka godzin pokręcić się po Sol’u i okolicach. Nie zapomnieliśmy też o winie i tapasach. Uwielbiam!

Pustynny Madryt.

Od razu z lotniska polecieliśmy do biura- bliżej i nie trzeba wydawać na bilety do centrum. Te są droższe niż ostatnio. Przejazd z pracy do centrum to wydatek 1,75E. Po pracy do hostelu. I tak 2 kolejne dni. Wieczory spędzaliśmy w pubach i kafejkach, czyli to co się robi w Madrycie najprzyjemniej.

Ulica Chueca w Madrycie.

Krewetkowy szaszłyk.

Pierwsze wyjście z walizką na plac Sol przyprawiło mnie o szybsze bicie serca. Kilka budynków, niedźwiedź wspinający się na drzewo i szklana fala będąca wejściem do metra. Niby nic, a jednak jest to centralne miejsce w mieście, które do reszty mną zawładnęło. Uwielbiam Madryt, polecam do życia i co najlepsze – nadarzyła się kolejna szansa na zakotwiczenie się tam. A jednocześnie pojawiły się wątpliwości.

Ostatnie spojrzenie na niebo i ostatni łyk wina. Lotnisko w Madrycie.

Powiązane artykuły

Segovia Sobota była pierwszym, iście wiosennym dniem. Pojechaliśmy do Segovi, oddalonej półtorej godziny jazdy autobusem od Madrytu. Niewielka miejscowość otoczona ośnieżonymi górami. Większość budynków z kam...
Rozdział II bloga- Hiszpania Postanowiłam odświeżyć bloga, bo jeżeli podczas przygody węgierskiej pisałam w miarę systematycznie, to dlaczego podczas przygody hiszpańskiej miałoby być inaczej? Zatem do dzieła! Słowem wstępu: L...
Czekając na lato i Wielkanoc po Madrycku wg. Polaków Od ostatniego wpisu minął prawie miesiąc. W tym czasie nie działo się zbyt wiele, a to głównie za sprawą deszczu, który padał nieprzerwanie, a już zupełnie nie odpuszczał podczas weekendów. Strajk ...
Ostatni wyjazd, pierwsi goście i publiczny brak toalet. Krótko po Lizbonie odwiedzili nas pierwsi polscy goście w tym roku - 3 ostatnie osoby z moim nazwiskiem. Kilka dni mieli okazję spędzić na Ibizie, która podobałą im się tak samo jak mi, więc nie warto...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *