0

Maraton gości i samolot do Polski za rogiem

Kolejni goście przyjechali, wyjechali i już przyjechali kolejni. Istny maraton. I nie wiem czy to ich zasługa, czy w ogóle tak jest, ale czas pędzi zawrotnie szybko. Ledwo co pisałam o wyjeździe do Hiszpanii, a już widać koniec. I to nawet nie na horyzoncie, ale tuż za najbliższym zakrętem. Dokładnie za 2 tygodnie mój zadek i 14 miesięcy hiszpańskiego doświadczenia wyląduje w Poznaniu. I zupełnie nie wiem czy się cieszyć czy nie. Bo wrócić – owszem – fanie, ale wymienić pogodę i warunki Madrytu na Szczecin już nie tak bardzo, choć dziwnie mi to pisać.

Z ostatnimi gośćmi przez mieszkanie przetoczyła się fala śmiechu, hałasu i aromatów z całego świata. Bardzo fajny tydzień, choć to ten czas chyba najbardziej przyspieszył ten czas.

Myśląc o powrocie trzeba zaplanować pożegnalną imprezę w firmie. Razem z nami odchodzi tez R. z Francji, więc planujemy wspólnie. Niestety jest to mocno wakacyjny czas, więc większość osób będzie poza miastem- a szkoda, bo poza polską wódką (oczywiście) będzie też bieganie za bykiem (a raczej ucieczka przed nim). Do tej pory nie wiedziałam, że takie imprezy odbywają się także w mieścinach pod Madrytem. Zobaczymy.

Bagaże lecą kurierem. Po 14 miesiącach (a szczególnie zakupach z ostatnimi gośćmi!) uzbierało się naprawdę wiele nowych nabytków. Przejazd kuriera okazuje się cenowo bardzo podobny do wykupienia bagażu w samolocie, a nie trzeba go nosić i dojedzie dokładnie pod wskazany adres w Polsce – dla mnie rewelacja. Jak testowana firma się sprawdzi to też polecę.

I jeszcze krótko o sytuacji w Madrycie – w weekend było ponad 40 st., wczoraj spadło do 30 i tak krąży między tymi temperaturami, oczywiście skłaniając się ku 40. Jest gorąco. Wydaje się, że jest znacznie znośniej niż rok temu, kiedy nie byliśmy w stanie funkcjonować. Hiszpanie jednak twierdzą, że jest dokładnie to samo i możliwe, że to my przywykliśmy – oczywiście, taka możliwość także istnieje.
A kwestia kryzysu chyba w ogóle się nie zmieniła. Nic nie słyszałam, na ulicach też nie widać nic nowego – tylko protesty przybierają coraz to fantazyjniejsze formy. Ostatnio widzieliśmy cmentarz banków w centrum miasta.

Na koniec trochę marketingu – jeżeli interesuje was Peru i okolice, polecam blog kolegi Dejwida (kliknij poprzednią frazę by przejść na bloga). Mam wrażenie, że on będzie bardziej aktywnym blogearem niż ja 😉

Powiązane artykuły

Przyszła wiosna, a czasami nawet lato Tydzień temu: Jedziemy w góry. W sobotę rano. Przygotowaliśmy tortille, kawałki różnych serów, oliwki i dużo owoców. I dużo czekolady- w końcu będziemy chodzić po górach. Przed metrem zaszliśmy jesz...
Segovia Sobota była pierwszym, iście wiosennym dniem. Pojechaliśmy do Segovi, oddalonej półtorej godziny jazdy autobusem od Madrytu. Niewielka miejscowość otoczona ośnieżonymi górami. Większość budynków z kam...
Ostatni wyjazd, pierwsi goście i publiczny brak toalet. Krótko po Lizbonie odwiedzili nas pierwsi polscy goście w tym roku - 3 ostatnie osoby z moim nazwiskiem. Kilka dni mieli okazję spędzić na Ibizie, która podobałą im się tak samo jak mi, więc nie warto...
Czy Hiszpania przypomina ci Włochy? W Hiszpanii spędziłam nieco więcej czasu niż we Włoszech (jakieś 14 miesięcy więcej), a z Włoskich stron odwiedziłam tylko Sardynię i Rzym, to pokuszę się o małe porównanie, bo nie trudno go zauważyć....

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *