0

Ibiza

Po baardzo długim czasie, należy choć przez chwilkę powspominać Ibizę. Jedno z najładniejszych miejsc, w jakim byłam. o ile nie najładniejsze.

Nie wiem jak wyspa wygląda w czasie sezonu, ale chwilę po jego zakończeniu jest bardzo przyjemna i znacznie tańsza. Większość imprezowni zamknięto z końcem września. A jest to bardzo ważny temat na Ibizie. Największe kluby reklamują się wszędzie w w rozmaity sposób. Po raz pierwszy spotkałam się ze firmowymi sklepami, sprzedającego rozmaite produkty, wszystkie sygnowane logiem klubu nocnego bądź dyskoteki. Musi to być ogromny biznes i duża wartość ekonomiczna wyspy.

Ludzi na ulicach jest niewiele, wieczorami lokale, których jeszcze nie zamknięto też nie pękają w szwach.

To co jest bardzo charakterystyczne- wyspa jest zanglizowana, mało kto mówi po hiszpańsku! Młodzi imprezowicze z UK opanowali tutejsze miasta, co jest znacznym minusem- w ogóle nie czuje się tu Hiszpanii. A na sklepowych pułkach najdroższe są międzynarodowe trunki, które muszą się dobrze sprzedawać wśród angielskich turystów. Także restauracje serwują angielskie śniadania i angielskie piwo, na każdym rogu jest Irish Pub, etc.

Nie brakuje też niemców. Ale Ci reprezentowani są głównie przez starszych obywateli, albo rodziny z dziećmi. Niezależnie od tego, wszyscy okupują plaże cały dzień i uwielbiają opalać się toples. Piękne, polskie kobiety podbudowałyby się widząc te wiszące, nagie niemieckie i hiszpańskie cyckozwały. Mało smaczny widok.

Hotel mieliśmy genialny. Duży pokój z balkonem i smaczne śniadanie w formie bufetu. I to wszystko za 20E za parę. Hotel Florencia w Sant Antonio- bardzo polecam.

I co tu więcej dodawać- pięknie, pięknie, pięknie! Ciepła woda, niebywałe widoki.

i tak spędziliśmy 4 dni. Jeden dzień padało, więc wchodzenie do wody nie było wskazane, ale resztę dni spędziliśmy mocząc tyłki w słonej wodzie. Pierwszy dzień, zafundowaliśmy sobie bardzo długą, pieszą wycieczkę po skałach wzdłuż wybrzeża. Genialna wyprawa! Była bardzo spontaniczna, więc nie do końca się na nią przygotowaliśmy- po wyprawie, nasze japonki nadawały się do wyrzucenia- straciły podeszwy 🙂

Lot powrotny do Madrytu mieliśmy późnym wieczorem, z Eivissy. po śniadaniu pojechaliśmy tam autobusem. Z bagażami przeszliśmy całą plażę. Ja kurowałam się zimnym piwkiem, Programista ciepłym absyntem (w Katalonii jest legalny). Jako, że samoloty latały nam co raz niżej nad głową, postanowiliśmy oszczędzić 8E z biletów na autobus i dojść pieszo na lotnisko. Szliśmy, szliśmy, szliśmy… Aż się ściemniło. Na szczęście Programista miał latarkę, przydała się, bo szliśmy drogą szybkiego ruchu.

Trochę strachu, nieco zmęczenia, ale dotarliśmy. Był jeszcze czas na opróżnienie bagażu ze zbędnych puszek i butelek, ubranie na siebie wszystkiego, co nie mieściło się w bagażu i siedzimy w samolocie. Cały lot przespałam. Nieprzytomni wpakowaliśmy się do metra. Jest 2 w nocy, a rano do pracy…

Pozdrawiamy!

Powiązane artykuły

Segovia Sobota była pierwszym, iście wiosennym dniem. Pojechaliśmy do Segovi, oddalonej półtorej godziny jazdy autobusem od Madrytu. Niewielka miejscowość otoczona ośnieżonymi górami. Większość budynków z kam...
Pawi park W końcu coś się dzieje, chociaż próbuje. W tym tygodniu zostaliśmy zaproszeni na prawie- polski wieczór. Okazało się, że koleżanka z pracy (Niemiecka Nambijka, albo Nambijska Niemka, do końca nie w...
Sevilla- magiczna feria de abril Po długiej przerwie (związanej głównie z uczelnią) wracam do opisywania wakacji, choć sporo czasu już minęło, zdążyliśmy też wyjechać na 2 wakacje, ale o tym w kolejnym wpisie. Z Granady wyjechaliś...
Gdzie Hiszpanów sześć, tam nie ma co jeść Wczorajsze poszukiwanie mieszkania zakończyło się niepowodzeniem. Pierwsze mieszkanie przytłoczyło nas nieskazitelną czystością i sporą ilością różowych świeczek. Oprowadzający nas mężczyzna z lekko r...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *