0

Croatia

Croatia

4 dni u sąsiadów zza zachodniej granicy.

Tym razem nie na stopa, zorganizowała się grupa 5 osobowa, Ag. dysponowała samochodem. Wyjechaliśmy w czwartek rano. Droga była pełna stresu, jedni wkurzali drugich, drudzy się wkurzali na tych pierwszych. Szybko zasnęliśmy w Plitwickich Jezjorach, trzeba było przespać stres. Rano nie było lepiej, w Narodowym Parku o nazwie tożsamej z naszą miejscowością podzieliliśmy się na grupy, jedni w prawo inni w lewo.

Sam park zachwyca. Jest to 16 jezior połączonych kaskadami i wodospadami. Woda jest bardzo czysta, odbija wieloma ślicznymi kolorami. O tej porze roku drzewa dodają uroku temu miejscu, do błękitu wody dorzucają zieleń, czerwień i pomarańcz liści. Widok niesamowity. Brak tłumów turystów to wielka zaleta podróżowania po sezonie, minęłam tylko kilka grup polaków i azjatów. Polecam, niewątpliwie.

Pojechaliśmy do Sibieniku. Miasto małe i śliczne- idealne na wieczorne, chorwackie wino nad oceanem. Tu też mieliśmy trochę nieprzyjemności z właścicielem apartamentu, w którym mieszkaliśmy. Ambasador stacjonujący kilka lat w Polsce, opowiadający o swojej znajomości z Panią Bielicką, Panami: Wojtyłą i Popiełuszko rano postanowił zamknąć nam wszystkie furtki. Zawiniły obie strony, Ag. zasugerowała, że zostajemy dwie noce, właściciel nie potwierdził tego faktu. Rano, gdy spakowani i gotowi do wyjścia chcieliśmy zapłacić za minioną noc i wyjść pan domagał się zapłaty za połowę nocy, z której „zrezygnowaliśmy”. Jako, że on początku nie planowałam pozostania tam dłużej, musiałam wykłócić się o swoje racje. Nie obyło się bez zagrożenia policją. Wyszyliśmy nie płacąc nic dodatkowego. Na przyszłość, trzeba stanowczo mówić ile nocy się zostaje.

Granaty i limonki z ogrodu ambasadora były bardzo dobre.

Pojechaliśmy dalej, do Trogiru. Miasteczko równie urocze. Świetnie patrzy się na opadające nad oceanem samoloty, bo niedaleko starego miasta i przystani jest lotnisko (Split).

Z Chorwackich ciekawostek: zakupy możesz zrobić w sklepie STUDENAC i o dziwo, jest tam więcej produktów niż tylko alkohol i ryż! Choć dla  niektórych studentów pewnie ryż byłby awangardą w kuchni 🙂

Powiązane artykuły

Prawie tydzień z Programistą Odkąd skończyły się podróże, spadła chęć do pisania bloga, bo i o czym? Veszpremskie życie bywa monotonne i przytłaczające, choć obawiam się, że możnaby to powiedzieć o całych Węgrach. Zakończyłam ...
Gdzie Hiszpanów sześć, tam nie ma co jeść Wczorajsze poszukiwanie mieszkania zakończyło się niepowodzeniem. Pierwsze mieszkanie przytłoczyło nas nieskazitelną czystością i sporą ilością różowych świeczek. Oprowadzający nas mężczyzna z lekko r...
Wielki powrót Blog został lekko zaniedbany. Nie opowiedziałam kilku ważnych historii. W tym momencie nie pozostaje mi nic innego jak pominąć większość z nich. Tak po krótce- w ilości sztuk 2 z wielkimi plecakami po...
Porto najlepiej smakuje w Porto Ustawa nakazująca pracodawcy "oddanie" dnia wolnego wypadającego w sobotę została przez nas wykorzystane na podróż do kolejnego, nieodkrytego jeszcze miasta. Bilety do Porto zabukowaliśmy stosunkowo w...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *