1

7 straszno-śmiesznych historii z podróży.

Niniejszy wpis powstał w ramach projektu Klubu Polek na Obczyźnie. Blogerki Polki zamieszkujące najdalsze zakątki świata opowiadają swoje straszne i śmieszne historie, a co drugi dzień podpowiadają, jak przetrwać zimę (uwielbiam te z egzotycznych (k)rajów!). Przede mną pisała Viola z Wielkiej Brytanii, dzień później swoją historią podzieli się Kasia z Francji. Wszystkie artykuły w tym projekcie znajdują się TU. Polecam!

Mi przypadła straszna lub śmieszna historia. I im dłużej o tym myślę, tym więcej wspomnień przychodzi mi na myśl. Więc kilka z nich tu zamieszczę, oczywiście wszystkie z minionych podróży. Może przydadzą się Wam jako przestroga, bo wiele z nich wydarzyło się przez zaniedbanie, z lenistwa lub głupoty, ale dzięki temu mam materiał na ten artykuł 🙂 Sami oceńcie, czy warto się tu śmiać czy bać.

Karta kredytowa, Bangkok, Tajlandia

Protesty w Bangkoku.

Protesty w Bangkoku.

Będąc w Tajlandii często pokonywaliśmy długie dystanse autokarami i busami. Podczas nocnego przejazdu do Bangkoku, który w tym czasie był blokowany przez wojsko ze względu na strajki w mieście wydarzyła się rzecz dziwna, którą w tamtym czasie odebraliśmy jako przerażającą.

By nie dopuścić do większych zamieszek, przed wjazdem do miasta autobus zatrzymał się i kazał wszystkim wysiąść. Wojskowi sprawdzili wnętrze autobusu, a kierowca oświadczył, że ze względu na napiętą sytuację w mieście, nie może wjechać dalej. Był to środek nocy, więc wyjęliśmy z bagażnika nasze plecaki i wraz z innymi podróżnymi zrzuciliśmy się na taksówkę i dojechaliśmy do centrum. Jakie było  nasze zdziwienie, kiedy w bocznej kieszonce jednego z plecaków znaleźliśmy tajską kartę płatniczą. Pokazaliśmy ja właścicielowi hostelu pytając, gdzie możemy ją oddać. Jego mina mówiła wszystko – był przerażony. Kazał ją pociąć i wyrzucić daleko od jego hostelu.

Prawdopodobnie ktoś podrzucił ją do naszego plecaka na czas kontroli wojskowej, po czym nie zdążył odebrać. Teraz już nie dowiemy się, do czego służyła.

Autobus, Ooty, Indie

Rynek w Ooty, Indie

Rynek w Ooty, Indie

To była moja pierwsza wyprawa do Indii. Ooty to miejscowość i stacja górska, położone w górach Nilgiri.Nie spędziliśmy tam wiele czasu, zjedliśmy obiad, poszliśmy na rynek… i wzięliśmy autobus powrotny. Pech chciał, że poza wysoką wilgocią i obecną na tej wysokości mgłą, był to okres monsunowy. Ściana deszczu zerwała się w momencie, gdy mieliśmy wsiadać do autobusu. Za wszelką cenę nie chcieliśmy zostawić naszych plecaków na dachu autobusu, bo z tak silnym deszczem nie miałyby szans. Dostaliśmy je więc na kolana (20 kg. dobytku) i w potężnym ścisku zjeżdżaliśmy ze wzgórza. Był to klasyczny indyjski autobus – dziury w podłogach, niedomykające się okna i brak wycieraczek, więc by cokolwiek widzieć, kierowca jedną ręką cały czas wycierał okna z zewnątrz, przy użyciu gazety. Droga w tym miejscu jest nie tylko wąska i stroma, ale w ogóle nie utwardzona, pełna dziur i wyboisk. Za oknem widziałam tylko zamglony spad, metr od pojazdu. Wszystko balansowane zapachem kwiatów, które kobiety wiozły z rynku w Ooty i dźwiękami filmu bollywood wyświetlanego w autobusowym telewizorku. Był to najgorszy i najbardziej niebezpieczny przejazd w moim życiu. Dla nich była to całkowita normalność.

Lotnisko, Ibiza

Początek drogi na lotnisko.

Początek drogi na lotnisko.

Na Ibizie byłam z Programistą i spędziliśmy tam niemal tydzień. Port Lotniczy Ibiza znajduje się niedaleko miasta, więc by oszczędzić na przejeździe autobusem, postanowiliśmy zrobić sobie dłuższy spacer i dojść do lotniska. Do przejścia mieliśmy ponad 4 km i sporo czasu, więc ruszyliśmy w drogę. Za zaoszczędzone pieniądze kupiliśmy piwo w napotkanym sklepie (taka oszczędność…), aż zastał nas mrok. By w mroku nie iść poboczem ulicy (nie było tam chodnika) poszliśmy na przełaj, jakimś polem, ale i tak niewiele było widać. Mieliśmy przy sobie tylko malutką latarkę w bryloku. Oświetliliśmy nią duży obiekt, który przed nami stał. Był to spalony samochód, pachnący jeszcze ogniskiem. W pobliżu (chyba) nikogo nie było. Przerażeni przyspieszyliśmy kroku, przeszliśmy obok pasa startowego (huk startującego samolotu jeszcze podkręcił atmosferę strachu) i szczęśliwie dotarliśmy na lotnisko.

Broń, Indie

Przejazdy pociągiem w Indiach większą grupą to spore wyzwanie, bo są one zawsze bardzo zapchane i brakuje biletów. Zdarzało się nam rozbijać grupę na mniejsze i jechać różnymi pociągami w różnym kierunku (z czego jeden spóźnił się o 20 godzin), lub wsiąść do innego pociągu jadącego w tym samym kierunku. Ten drugi przypadek raz okazał się bardzo złym pomysłem, szczególnie, że był to pociąg znacznie wyższej klasy. Nasza pomyłka nie bardzo spodobała się panu sprawdzającemu bilety i dla pewności, że wysiądziemy na pierwszym najbliższym postoju (z którego nie jeździły inne pociągi) wezwał ochroniarzy, by nas pilnowali. Jechaliśmy więc siedząc na podłodze, a nad nami stali mężczyźni uzbrojeni w długą broń, podnosząc ją w każdym momencie, kiedy chcieliśmy coś powiedzieć.

Już nigdy nie wsiadłam do nie tego pociągu co powinnam. Zdjęcia nie ma z wiadomych powodów.

Buty, Madera, Portugalia

Pico Ruivo, Madera

Pico Ruivo, Madera

Na Maderze postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt wyspy – Pico Ruivo. Nie jest to najtrudniejsza góra świata, ale jak przy każdej górskiej wycieczce – buty mają ogromne znaczenie. Moje miały już swoje lata i postanowiły rozstać się ze mną w najgorszym możliwym momencie – na szczycie! Obie podeszwy dosłownie odpadły, niemal w tym samym czasie. Nie miałam ambitniejszego pomysłu i zabezpieczyłam je gumkami do włosów. Z tak prowizorycznie trzymającymi się podeszwami (jedna praktycznie nie trzymała się reszty buta) bezpiecznie wróciłam do punktu wyjścia, co zajęło niemal 2 razy więcej czasu, bo podnoszenie nóg wysoko było niemal niemożliwe. Od tej pory lepiej sprawdzam buty przed górskimi wyprawami 🙂

Więcej o wyprawie na Pico Ruivo przeczytacie TUTAJ.

Nocleg na plaży, Walencja, Hiszpania

To były pierwsze dni w Hiszpanii, w której mieszkałam przez rok. Pierwszym kierunkiem wyprawy weekendowej była Walencja. By zminimalizować koszta wyprawy, pojechaliśmy na stopa i wzięliśmy śpiwory. Już  przejazd stopem nie był łatwy i pokazał, że Hiszpania to nie jest kraj przyjazny osobom korzystającym z okazji. Bawiliśmy się wyśmienicie i wraz z wieloma innymi osobami spaliśmy na plaży, zakopani w naszych śpiworkach. Rano okazało się jednak, że Programista ma tak głęboki sen, że ktoś zdołał wyciągnąć mu plecak spod głowy i opróżnić go z: wszystkich ubrań męskich, pieniędzy, scyzoryka i kluczy. Ostatnie pieniądze przeznaczyliśmy na spodenki dla Programisty, bo bez tego byłoby jeszcze trudniej cokolwiek złapać na drogę powrotną…

Na autostradzie pod prąd, Indie

Z centrum miasta na przystanek autobusowy jechaliśmy rikszami. Grupa była spora, więc podzieliliśmy się na kilka pojazdów. Kierowca rikszy, w której jechałam z 2 innymi dziewczynami pomylił się i pojechał w innym kierunku. Czas nas gonił, więc gdy zorientował się, że jedzie nie tam gdzie powinien, zawrócił i jechał w kierunku przystanku. Przerażające było to, że była to droga szybkiego ruchu i to pas prowadzący w przeciwnym kierunku, więc jechaliśmy pod prąd małym, chwiejącym się tuk-tukiem!

 Takich sytuacji było więcej, ale wybrałam 7 pierwszych, które przyszły mi na myśl. A Wy, mieliście jakieś słodko-gorzkie historie z podróży?

One Comment

  1. Nazbierało Ci się tych historii! Ale tak to jest, jak się dużo podrużuje:) Nie zazdroszczę jazdy autobusem w Indiach, jednak cała wyprawa na pewno była niesamowita! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *