0

Węgierskie przemyślenia

Węgierskie przemyślenia

Czas leci szybko. Problemy na uczelni się mnożą. W Głowie rodzą się kolejne pomysły stopowych wycieczek tłumione po chwili kolejnymi zadaniami i egzaminami. Jutro egzamin z 500 stron Marketingu Strategicznego, we wtorek z biznesu a w środę kartkówa z węgierskich słówek. Nie widzę tego, szczególnie marketingu.

A od czasu ostatniego wpisu wydarzyło się niewiele. Na grze biznesowej ratuję moją fikcyjną firmę z zadłużenia, w którym się znalazła. Poprawnie nazywa się to bankructwem, ale zostało jeszcze kilka tygodni pracy, więc zastanawiam się ciągle jak nadrobić te utracone 4 mln euro. Moja firma służy pozostałym za przykład „jak nie należy zarządzać firmą”.

W piątek  10 Erasmusów podzielonych na 2 drużyny strzelało do siebie kulkami z farbą. Drużyna białych, którą reprezentowałam oczywiście przegrała, ale zabawa była przednia. Nie lubię, gdy ktoś zbyt poważnie bierze takie zabawy, nie lubię gdy do tego ktoś oszukuje. Na szczęście nie w mojej drużynie 🙂

A wczoraj byliśmy w węgierskiej restauracji na węgierskiej kolacji. Po kilku już posiłkach węgierskich i kilku odwiedzonych restauracjach dochodzę do kilku smutnych wniosków:

1) Węgierska kuchnia nie jest przyjazna wegetarianom,

2) Węgierska kuchnia nie jest przyjazna nikomu, kto oczekuje od posiłku jakiegokolwiek smaku,

3) Węgierska kuchnia jest po prostu niesmaczna,

4) Jak kapusta kiszona to tylko w Polsce,

5) Poziom obsługi w tutejszych restauracjach jest żenujący, wszystko jest nie tak jak być powinno,

6) Wino jest zawsze dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *